piątek, 31 stycznia 2014

Tak, dobrze czytacie, Marta jest zazdrosna!

Zazdrosna o mnie...

Wczoraj mój mąż wrócił z pracy i podszedł do nas. Trzymałam Martusię na rękach. Przytulił nas a tu ni stąd ni zowąd Marta odepchnęła go rączką. Najpierw pomyśleliśmy, że nie chce się przytulać, ale nie, ona była zazdrosna. Po chwili przytulił tylko mnie to też kilka razy go odepchnęła.

Nie myślałam, że nasza 10 miesięczna córeczka może rywalizować ze swoim tatusiem o mnie! Wiedziałam, że rodzeństwo bywa zazdrosne o siebie na wzajem, ale przyznam, że takiej sytuacji to się nie spodziewałam. Coś mi świta, że kiedyś też coś podobnego zrobiła, ale nie przywiązaliśmy do tego wagi.

Muszę zastanowić się, co zrobić, żeby nie chciała z nim rywalizować o moje uczucie. Myślę, że to jest dość ciężka sprawa, bo nie można jej wytłumaczyć wielu rzeczy. Ona przecież dopiero uczy się rozumieć słowa.

 



poniedziałek, 27 stycznia 2014

Dzisiaj przeczytałam ten artykuł  http://wyborcza.pl/1,75248,15341083.html .

Tak się właśnie dzieje, gdy lekarz w swoim prywatnym szpitalu pracuje, a w państwowym odsypia na dyżurze.

Z całego serca współczuję rodzicom bliźniąt. Mam też ogromną nadzieję, że przyjdzie taki czas, kiedy zdecydują się na kolejne dziecko.

piątek, 24 stycznia 2014

Wczoraj było u nas -15, a my musiałyśmy jechać do lekarza na kontrolę bioderek. Auto było u mechanika, więc pierwszy raz jechałyśmy autobusem. Nie było tragedii, tylko ten chłód... No, ale jak trzeba to trzeba. Jak ja się bałam tej wizyty, pojęcia nie macie!

Byłyśmy u tego lekarza 3,5 miesiąca temu. Już wcześniej zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, bo był miły i konkretny. Kiedyś czytałam o nim dużo pochlebnych opinii. Mogę go długo komplementować, tym bardziej, że wczoraj usłyszałam same dobre informacje.

Kilka miesięcy temu sklasyfikował lewe bioderko na Ib, a prawe na Ia. Natomiast wczoraj obydwa na Ia, z czego się ogromnie cieszę! Stwierdził też, że już nie musimy chodzić na kontrole, no chyba, że coś nas zaniepokoi. Kamień spadł mi z serca!



czwartek, 23 stycznia 2014

Jak wiecie- kilka dni temu wyruszyliśmy w naszą pierwszą podróż pociągiem, która dla Marty była dość długa, bo w obie strony trwała około 13 godzin. Jak na 9 miesięczne dziecko i na warunki pogodowe, które od kilku dni panują, myślę, że było to nie lada wyzwanie.

W kujawsko-pomorskim od kilku dni lekko mroziło i padał śnieg. Pogoda nie nastrajała nas do podróży, ale jak już obiecaliśmy, że przyjedziemy z wnusią, no to trzeba było się wywiązać z obietnicy. Przypomnę, że jechaliśmy do Berlina odwiedzić babcię, czyli mamę mojego męża. 

Jakie było nasze zaskoczenie, jak zobaczyliśmy, że w okolicach Poznania nie było śniegu! Zaczęło pięknie przebijać się słońce, po chwili zniknęły chmury. Było pięknie. Taka pogoda towarzyszyła nam do samego Berlina.

W tym czasie nasza córeczka fikała nóżkami, mówiła po swojemu, uśmiechała się do osób, które się do nas dosiadły i podjadała różne rzeczy, które dla niej zabraliśmy. Jakoś pod koniec podróży ucięła sobie godzinną drzemkę.

Na miejscu czekały na nas smakołyki przygotowane przez babcię. Na samą myśl aż się buzia śmieje. :)

W niedzielę poszliśmy do restauracji dla mam z dziećmi i nie tylko. Bardzo przyjemne miejsce. Było tłoczno, sporo niemowlaków i większych dzieci. Siedzieliśmy tam do późna. Oczywiście Martusia zdążyła nabroić- wylała moje latte wprost na podłogę. No cóż, jakieś straty muszą być. ;)

Bieganie z wózkiem po tych U-bahn’ach i S-bahn’ach nie należy do przyjemności, ale na szczęście wszędzie mają windy. Czasami trzeba sporo obejść, ale windy są tam, gdzie to tylko możliwe i to się chwali.

Do domu wracaliśmy w poniedziałek, no i w poniedziałek zrobiła się taka ślizgawka w Berlinie, że nawet w radiu mówili, żeby wychodzić z domu tylko w razie konieczności. My niestety musieliśmy już wracać. Marta była trochę marudna, ale jak wsiedliśmy do pociągu to dostała lepszy humor, a po jakimś czasie zasnęła, aż na 2 godziny. W Poznaniu mieliśmy przesiadkę, czego nasza córeczka nie widziała, bo obudziła się już w innym pociągu. I dobrze!

Do domu dotarliśmy cali i zdrowi, i bez opóźnień.

Chciałabym jeszcze Wam napisać, że dzisiaj byłam z Martą u ortopedy na wizycie kontrolnej, ale o tym może już w innym poście.

Pozdrawiam wszystkich!



sobota, 18 stycznia 2014

Jedziemy dzisiaj do Berlina. Mam nadzieję, że podróż minie nam spokojnie. Trochę się martwię, bo nigdy wcześniej nie podróżowaliśmy we trójkę pociągiem. Stres jest, ale mam nadzieję, że jakoś to będzie, w końcu to trochę ponad 6 godzin w jedną stronę.

Trzymajcie kciuki, pozdrawiam! :)

piątek, 17 stycznia 2014

Kupiliśmy drewniane krzesełko dla Martusi. Lubi je i szaleje, jak tylko w nim wyląduje. :)

wtorek, 14 stycznia 2014

Idę dzisiaj do kina na Papuszę. Bilety za 5 zł, więc nie mogę przegapić okazji!

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Marta klaszcze. Mój Skarb uczył ją klaskać kilka dni temu, jak byłam z koleżanką w kinie. Wczoraj sama zaczęła klaskać. Bardzo się cieszę, bo to jej nowa umiejętność.

piątek, 10 stycznia 2014

Jak sami widzicie, coś się dzieje na blogu.

niedziela, 05 stycznia 2014
 
1 , 2