poniedziałek, 31 marca 2014

i to wielkimi krokami! ;)

piątek, 28 marca 2014

Nasza córeczka urodziła się 27.03.2013 roku o 23:19. Zdjęcie, które widzicie poniżej, jest jej pierwszym zrobionym przeze mnie. Byłam wtedy kilka godzin po cesarskim cięciu, cała zbolała i bez pełnego czucia w nogach, ale najszczęśliwsza na świecie!

A to zdjęcie zostało zrobione w dniu jej pierwszych urodzin, czyli wczoraj ;)

Wszystkim, którzy złożyli Martusi życzenia w poprzednim poście, dziękuję z całego serca i pozdrawiam! :)

środa, 26 marca 2014

Wiecie, jutro Martusia ma urodziny. Nie mogę uwierzyć, że to prawie rok minął. W życiu pracy się nie bałam, ale stwierdzam, że to był najbardziej pracowity rok w moim życiu. Dziecko, prowadzenie firmy, wszystkie uroczystości, które miały miejsce, sprawiły, że był to najważniejszy i najbardziej męczący okres w moim życiu. Cudowny czas!

 

sobota, 22 marca 2014

Wczoraj był piękny dzień, bardzo ciepło, ale trochę wietrznie. Do miasta mamy spory kawałek, ale nic nas nie powstrzymało, żeby wybrać się na kilkugodzinny spacer. Wiele moich pozytywnych wspomnień wiąże się z tym konkretnym placem zabaw. Martusia dzielnie stała na swoich małych nóżkach. Dołączam zdjęcia. Wielkimi krokami zbliża się jej roczek. 

 

A teraz zdjęcie samego placu. Prawda, że ładny?

 


niedziela, 09 marca 2014

Gdy urodziłam Martę od razu zaczęłam chudnąć. Karmiłam tylko i wyłącznie piersią. Waga schodziła mi ładnie przez miesiąc, ale później wszystko się zatrzymało. Gorzej, skończyło się lato, jesień, a ja zaczęłam tyć. To, co naturalnie zeszło mi po porodzie, bardzo szybko wróciło na swoje miejsce. Cóż, dobra ze mnie kucharka, nieskromnie mówiąc. Źle się czułam we własnej skórze. Nie akceptowałam siebie i to nie tylko od momentu, jak musiałam zrzucić pociążowe kilogramy, ale już od ładnych paru lat. Okropne uczucie, szczególnie, jak myśli się o tym kilka razy dziennie.

Smutne jest to, że życiu nigdy nie ćwiczyłam. Prowadziłam w miarę aktywny tryb życia, chodziłam czasami na basen, trochę biegałam, w pracy też dostawałam wycisk, ale nigdy nie robiłam czegoś takiego jak trening! Nigdy!

Ciąża, poród, siedzenie w domu, spacerki, sprzątanie, załatwianie przeróżnych rzeczy, niestety, ale od tego się nie chudnie. Przynajmniej było tak ze mną.

Ładnych parę miesięcy temu zza szyby samochodu zauważyłam wielki bilbord reklamujący jakiś magazyn, na którym była twarz Ewy Chodakowskiej i zdanie „i tak wszystkie będziecie moje”. Pomyślałam w duchu- „ciekawe, ale na pewno nie ja!”. Z natury jestem przekorna. Późno dowiedziałam się o niej. Tak, czytam te wszystkie portale plotkarskie, ale pobieżnie. Dlatego wcześniej nawet nie zadałam sobie trudu, żeby sprawdzić, kim ona dokładnie jest i czym się zajmuje. Jakoś na początku grudnia po raz pierwszy weszłam na jej facebooka. Zaczęłam śledzić metamorfozy dziewczyn, które wrzucała na profil. Ciężko było mi w to uwierzyć, więc zaczęłam czytać w innych źródłach o jej ćwiczeniach. Pierwsze dni poświęciłam na czytanie. Losie, jak ciężko było zacząć. Stoczyłam prawdziwą walkę ze swoją psychiką.  

W grudniu postanowiłam zrobić mój pierwszy skalpel. Oglądałam wcześniej jak ćwiczy i pomyślałam, że to nic nadzwyczajnego, że wszystko tak lekko wygląda. Po wykonaniu mojego pierwszego treningu nie mogłam uwierzy, że dotrwałam do końca. Oczywiście wszystkie ćwiczenia zrobiłam nieudolnie i pokracznie! Po treningu ledwo doszłam do drugiego pokoju. Przez kolejne 2 godziny siedziałam i dochodziłam do siebie. Nogi i ręce drżały tak, że nie mogłam utrzymać równowagi. Tragedia! Zerowa kondycja!

W sobotę zrobiłam 75 skalpel. Ćwiczę ponad 2,5 miesiąca i powiem Wam, że efekty są fantastyczne:

biodra -6,5cm,

brzuch poniżej pępka -15cm,

udo -4cm,

biceps -3cm,

waga -4kg.

Moje nogi wysmuklały! Rewelacja! Nawet, jak kiedyś ważyłam dużo mniej niż teraz to nie miałam takich nóg! Wiem, że mam jeszcze dużo do zrobienia, ale efekt jest imponujący. Robię tylko skalpel ze względu na Martę. Ćwiczenia wykonuję, gdy śpi, więc staram się robić je tak, żeby jej nie obudzić. Skalpel polega na rozciąganiu, więc nie wykonuję tutaj żadnych gwałtownych ruchów, podskoków itd.

Brzuszek jeszcze mam, ale już ładny brzuszek, więc nie muszę się go wstydzić na basenie.

Staram się jeść zdrowo. Polubiłam ciemny chleb, gorzką czekoladę i jogurt naturalny, który jem ze świeżymi owocami. Oczywiście pozwalam sobie na małe grzeszki i to bardzo często, ale co tam!

Pozdrawiam :)

..................................................................

Inne posty na ten temat znajdziecie w zakładce "dieta i ciało".

sobota, 08 marca 2014

Myślę dziewczyny, że ten obrazek oddaje wszystko :) Wszystkiego najlepszego!

 

czwartek, 06 marca 2014

Czas mija nam leniwie. Dzień zaczyna się od przytulania i rozbudzenia, co ma miejsce około godziny 8 czy 9. Jemy śniadanie, idziemy na spacer a po godzinie 12, zbliża się czas drzemki. Nasza córeczka zasypia pomiędzy 12 a 13 i śpi od 1,5 do 2,5 godziny. Gdy śpi, ja zaczynam mój 40 minutowy trening, potem biorę prysznic. 

Nie pisałam Wam o tym, ćwiczę sobie już ponad 2 miesiące, w sumie 18.03 będą 3 miesiące. Dużo straciłam centymetrów, bo w samym brzuchu 15, ale o tym może w innym wpisie.

Gdy śpi, czytam sobie wiadomości z Polski i ze świata, więc nic nadzwyczajnego. Oczywiście w międzyczasie robię ekspresem wszystko, co konieczne, łącznie z obiadem. Chociaż z tym obiadem bywa różnie, z reguły robię go z Martą.

Po godzinie 15, czasami 16, mój mąż wraca z pracy i wtedy odżywam. Robię się spokojniejsza, bardziej zrelaksowana i ogólnie cieszę się, że znów jesteśmy we trójkę. Tak mija dzień za dniem.

Poniżej kilka aktualnych zdjęć Martusi.