czwartek, 29 maja 2014

Znowu w ruch poszła sokowirówka. Uwielbiam świeże soki! Mniam :)

środa, 28 maja 2014

Wiecie może, czym jest kukurydziany syrop glukozowo-fruktozowy?

Sama jeszcze kilka dni temu nie wiedziałam.

Syrop, glukoza, fruktoza – to słowa, które budzą powszechne zaufanie. Mi zawsze kojarzyły się z czymś naturalnym i przyjemnym. To właśnie syrop glukozowo-fruktozowy jest powszechnie dodawany do większości napojów, które zachęcają nas, żeby je kupować.

Z życia wzięte. Wczoraj byliśmy na zakupach i dosłownie szukaliśmy czegoś do picia, co nie zawiera powyższego syropu. Sama zwykle pijam wodę, ale mój mąż uważa, że woda jest dla zwierząt, więc sami rozumiecie, trzeba było znaleźć coś zdrowego do picia. Krótko mówiąc – naszukaliśmy się.

Fajnie by było, gdyby dodawali ten specyfik tylko do napojów, ale mówię Wam, znajdziecie go w przeróżnych produktach, m.in. w jogurtach słodzonych, sokach, dżemach, serkach, płatkach, ketchupach, konserwach rybnych i w wielu innych rzeczach. Nie mówię, że jest we wszystkim, ale warto sprawdzać etykiety. Sami się przekonajcie.

Co jest z nim nie tak?

Jego niewielka ilość obniża poziom leptyny, która odpowiada za uczucie sytości. Po posiłku mamy ochotę na jeszcze, bo niski poziom leptyny powoduje uczucie głodu. Jemy dalej, ponieważ do naszego mózgu nie dociera impuls informujący o sytości. Nie twierdzę tutaj, że cukier jest dużo zdrowszy, ale przynajmniej nie ogłupia naszego organizmu w taki sposób, w jaki robi to syrop glukozowo-fruktozowy.

Spożywając na co dzień syrop glukozowo-fruktozowy w przeróżnych produktach, jesteśmy narażeni m.in. na cukrzycę, choroby serca czy wątroby.

Syrop ten to nic innego, jak tani zamiennik cukru. Dlatego z punktu widzenia producenta, po co przepłacać? Tym bardziej kto będzie strzelał sobie w stopę i informował opinię publiczną w jaki sposób ten składnik reaguje na nasz organizm? Swoje trzeba zarobić.

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że otyłość i cukrzyca to choroby cywilizacyjne. Nie jest tak bez powodu. Ludzie obarczają winą konsumpcyjny styl życia, ale jak zwykle prawda ma dwa oblicza.

No nic Kochani,

smacznego!



Taki pyszny soczek jabłkowy zrobiłam dzisiaj moim Skarbom. :)

wtorek, 27 maja 2014

Wczoraj upiekłam, dzisiaj pozostało po nich tylko wspomnienie ;) Były z jabłkiem i dżemem wiśniowym.

sobota, 24 maja 2014

Bardzo rzadko dodaję dwa wpisy dziennie. W sumie te czasy już dawno minęły, gdy Martusia przyszła na świat. Sami rozumiecie ;) Jednak dzisiaj sprawa wygląda zupełnie inaczej.

O sadzaniu na nocnik kiedyś pisałam tutaj. Jeśli zdecydujecie się przeczytać tamten wpis to dowiecie się m.in. tego, że Martusię zaczęłam sadzać bardzo wcześnie, już ładnych parę miesięcy temu. Dzisiaj po moich wielu staraniach zobaczyłam pierwszy efekt! Jestem szczęśliwa! Kto by pomyślał, że takie prozaiczne rzeczy będą sprawiały mi tyle radości!

Nie będę więcej owijać w bawełnę. Marta dzisiaj powiedziała "mamo" i wskazała palcem nocnik, po czym posadziłam ją a ona zrobiła co trzeba :D Cieszę się i traktuję to jako mój mały sukces ;) Eee tam mały, wielki sukces! Mam ogromną nadzieję, że dzidzia będzie od teraz częściej komunikowała, co ma zamiar zrobić. Za kilka dni stuknie jej 14 miesięcy i myślę, że to niezły prezent i dla niej, i dla mnie. Jeśli wszystko pójdzie sprawnie, może i jakoś nauczę ją wołać siusiu. Ach te marzenia ;)



Zaczynam się martwić. Wczoraj po godzinie 15, gdy przebierałam Martusię, zauważyłam na jej nóżce 3 małe, słabo widoczne krosteczki. Byłam przekonana, że zaczyna się lekka wysypka po szczepieniu. Dzisiaj te krostki są ogromnymi bąblami, których na szczęście Martusia nie drapie. Właśnie zasnęła a ja zaczynam czytać, co to może być. Myślę, że wczoraj ukąsiła ją meszka, ale sama się dziwię, bo miała na sobie rajstopki. No, ale meszce nawet ubranie nie jest straszne. Wszystko wskazuje na to, że Marta jest uczulona na jad meszek.

Puki co, posmarowałam to miejsce kremem sos, może coś pomoże. Martwię się, bo obrzęk jest duży. Jeśli macie jakieś sprawdzone sposoby to napiszcie.

wtorek, 20 maja 2014

Wczoraj Martusia miała kolejne szczepienie. Trochę popłakała, ale ogólnie było dobrze. Nasza córeczka była bardzo dzielna. Lekarz powiedział, że może wystąpić lekka wysypka czy gorączka, ale puki co jest spokój i niech tak zostanie. 

Stresowałam się okropnie tym szczepieniem. Ja już tak mam. Chciałabym bardzo to w sobie zmienić, ale nie potrafię. Niestety.

niedziela, 18 maja 2014

Jakiś czas temu wróciliśmy z majówki a mnie rozłożyła grypa. Miałam gorączkę i dreszcze. Następnego dnia wszystko ustąpiło, ale pojawił się kaszel, który gdzieś po tygodniu odszedł w zapomnienie. Z dnia na dzień dochodziłam do siebie, ale zauważyłam coś dziwnego, Marta nie chciała już piersi. Gdzieś od tygodnia wyraźnie komunikuje mi, że nie chce, mówiąc po prostu NIE. Gdy droczę się z nią to zaczyna uciekać! Oczywiście są chwile, gdy ssie, czyli w półśnie. Jest wtedy „zamroczona”, a ja wykorzystuję ten moment, żeby ją nakarmić. Zastanawiam się czy moja choroba miała związek z tą sytuacją, ale myślę, że to zbieg okoliczności.

Na początku karmienie nie było dla mnie łatwe. Myślę, że pierwsze trzy miesiące były nie lada wyzwaniem.

Nieustanne zmienianie koszulek od nawału mleka, nabrzmiałe - bolące piersi i ciągła wymiana wkładek laktacyjnych, które czasami okazywały się zawodne. Tym czasem Marta rosła jak na drożdżach, dlatego nie powinnam narzekać, przecież to było i jest dla mnie najważniejsze.

Czasami miałam lekkie załamania. Momentami nie potrafiłam pogodzić się z nowymi funkcjami, jakie zaczął spełniać mój organizm. Czułam się niczym mućka. Mogłam spokojnie odstawiać mleko do mleczarni ;) Piersi przez całe życie stanowiły dla mnie ozdobę a tu nagle zaczęły odgrywać rolę, do której tak naprawdę zostały stworzone.

Początek był ciężki, męczący, ale z czasem zaczęłam czerpać z karmienia ogromną przyjemność. Patrzyłam na Martusię i cieszyłam się chwilą. Przez ostatnie 13 miesięcy jej życia stworzyła się pomiędzy nami więź, której nie można nazwać i opisać. Zdaję sobie sprawę, że karmienie w ogromnej mierze przyczyniło się do tego.

Marta nie chce już piersi i to jest jej pierwsza, samodzielna i poważna decyzja. Lepiej, że ona zadecydowała, bo ja bym nie potrafiła.



czwartek, 15 maja 2014

Właśnie piekę babkę drożdżową z rodzynkami i skórką pomarańczową. Pierwszy raz zrobiłam ją na święta wielkanocne i jest rewelacyjna. Gdy już będzie gotowa to dorzucę Wam jeszcze jedno zdjęcie :)

A tutaj efekt mojej ciężkiej pracy ;) Polałam białą czekoladą. Niebo w gębie :D

piątek, 09 maja 2014

Zmęczenie czasami jest, czasami go nie ma. Za to radość, miłość i szczęście w ogóle mnie nie opuszczają!

 
1 , 2