wtorek, 24 czerwca 2014

Zanim zdecydowałam, że jedziemy do szpitala, miałam gotowy post, ale nie zdążyłam go dodać. Wkleję go, może kiedyś przyda się komuś u kogo lekarz wstępnie zdiagnozuje płonicę. Marta na szczęście jej nie miała. Wykluczyły ją badania krwi w szpitalu. Resztę opiszę Wam w wolnej chwili. Pozdrawiam :)

Martusia w niedzielę (15.06) późnym wieczorem miała gorączkę (38.10 stopni). W poniedziałek rano, czyli około 6 godzin później, gorączka powróciła (38.80). Zbiłam ją do normalnej temperatury. Do tego wszystkiego doszło kichanie. Gorączka ustąpiła.

Myślałam, że to zwykłe przeziębienie. We wtorek katar zmienił kolor na żółty, pojawiły się bardzo intensywne, czerwone wykwity na twarzy. Wszystko nasiliło się po godzinie 12. Już o 9, gdy tylko zobaczyłam inny kolor wydzieliny z nosa i wysypkę na nogach, i rękach, starałam się dodzwonić do przychodni. Gdzieś po dobrej godzinie wydzwaniania udało mi się umówić na 15:20.

Lekarz, jak tylko zobaczył Martę, ale zanim ją dokładnie obejrzał, stwierdził, że to szkarlatyna. Przepisał antybiotyk i inny specyfik z dobrymi bakteriami. Wygląda na to, że facet ma rację, wszystko na to wskazuje. Chociaż do całego zestawu objawów brakuje malinowego języka.  

Od poniedziałku ściągam jej katar z nosa, żeby nie dostała zapalenia ucha środkowego. Nie będę Wam opisywać, z czym się do wiąże. Dzidzia bardzo cierpi. Nie ma w ogóle apetytu, bo prawdopodobnie boli ją gardło, ale nie powie mi tego, bo nie umie. Tylko dotyka główkę i mówi „ała”. Serce mi się łamie. Wczoraj zanim zasnęła, miała 38 stopni, ale nic nie robiłam z tą temperaturą, bo wtedy organizm walczy i ogólnie radzi sobie sam. Reagować należy, gdy jest powyżej 38.50.    

To bardzo poważna choroba i mam nadzieję, że dobrze przez nią przebrniemy.

 

niedziela, 22 czerwca 2014

Już od środy jestem z Martusią w szpitalu. Trafiłyśmy z podejrzeniem płonicy, ale na szczęście badanie krwi ją wykluczyło. Wstępnie mamy jutro wyjść do domu i wtedy opiszę, co nas ostatnio spotkało.

piątek, 13 czerwca 2014

Ostatnio jestem bardzo zmęczona. Chociaż przyznam, że dzisiaj czuję się dużo lepiej. Wolę, jak jest chłodniej, bo wtedy ciało mi nie puchnie. Staram się dużo pić, co daje dość dobre efekty.

Myślę, że właśnie wczoraj zmęczenie dało mi się wyjątkowo we znaki. To była kulminacja słabo przespanych nocy.

Marta była takim niemowlakiem, przy którym nie wiedziałam, co to znaczy nieprzespana noc. Teraz ma 14 miesięcy i od niedawna, a dokładnie od 2 tygodni, robi nam pobudki w środku nocy - gdzieś pomiędzy 2 a 3 godziną, czasami później. Budzi się i mówi, że chce "bubę", której zwykle nie robi. Później chce "am am". Trochę zje i dużo pije. Może te pobudki to wina upałów? Zwykle po godzinie czy dwóch zasypia, ale dzieje się to w wielkich bólach. 

Jestem wykończona takim obrotem sprawy - najgorsze jest to, że nie potrafię temu zaradzić.

Pozdrawiam,

Zmęczona Mama


czwartek, 05 czerwca 2014
wtorek, 03 czerwca 2014

Skalpel stał się dla mnie rozgrzewką - do tej pory zrobiłam go 144 razy. Nigdy nie myślałam, że to napiszę, ale moja kondycja poprawiła się ma tyle, że przestaję myśleć o nim, jak o treningu a bardziej o przyjemnym rozciąganiu. Wczoraj po 40 minutach nie czułam w ogóle, że ćwiczyłam. 

Skalpel to pestka w porównaniu z turbo spalaniem, które zrobiłam kilka dni temu. Po turbo zakwasy miałam przez następne 3 dni. Najbardziej dostały łydki i boczki. Bardzo długo czułam te partie mięśni. Po samym treningu byłam przyjemnie zmęczona, ale nie wykończona, co jest dla mnie ogromnym sukcesem. Niestety nie wykonuję tych ćwiczeń tak precyzyjnie, jakbym chciała, czasami nie nadążam, ale mam nadzieję, że wszystko przyjdzie z czasem.



poniedziałek, 02 czerwca 2014

Moje Skarby uwielbiają wszystko, co drożdżowe. Dlatego w weekend postawiłam ich rozpieszczać.

Rogaliki z jabłkiem, rodzynkami i cynamonem.

Rogaliki z mięsem, cebulą, śliwką i sezamem.

czwartek, 29 maja 2014

Znowu w ruch poszła sokowirówka. Uwielbiam świeże soki! Mniam :)

środa, 28 maja 2014

Wiecie może, czym jest kukurydziany syrop glukozowo-fruktozowy?

Sama jeszcze kilka dni temu nie wiedziałam.

Syrop, glukoza, fruktoza – to słowa, które budzą powszechne zaufanie. Mi zawsze kojarzyły się z czymś naturalnym i przyjemnym. To właśnie syrop glukozowo-fruktozowy jest powszechnie dodawany do większości napojów, które zachęcają nas, żeby je kupować.

Z życia wzięte. Wczoraj byliśmy na zakupach i dosłownie szukaliśmy czegoś do picia, co nie zawiera powyższego syropu. Sama zwykle pijam wodę, ale mój mąż uważa, że woda jest dla zwierząt, więc sami rozumiecie, trzeba było znaleźć coś zdrowego do picia. Krótko mówiąc – naszukaliśmy się.

Fajnie by było, gdyby dodawali ten specyfik tylko do napojów, ale mówię Wam, znajdziecie go w przeróżnych produktach, m.in. w jogurtach słodzonych, sokach, dżemach, serkach, płatkach, ketchupach, konserwach rybnych i w wielu innych rzeczach. Nie mówię, że jest we wszystkim, ale warto sprawdzać etykiety. Sami się przekonajcie.

Co jest z nim nie tak?

Jego niewielka ilość obniża poziom leptyny, która odpowiada za uczucie sytości. Po posiłku mamy ochotę na jeszcze, bo niski poziom leptyny powoduje uczucie głodu. Jemy dalej, ponieważ do naszego mózgu nie dociera impuls informujący o sytości. Nie twierdzę tutaj, że cukier jest dużo zdrowszy, ale przynajmniej nie ogłupia naszego organizmu w taki sposób, w jaki robi to syrop glukozowo-fruktozowy.

Spożywając na co dzień syrop glukozowo-fruktozowy w przeróżnych produktach, jesteśmy narażeni m.in. na cukrzycę, choroby serca czy wątroby.

Syrop ten to nic innego, jak tani zamiennik cukru. Dlatego z punktu widzenia producenta, po co przepłacać? Tym bardziej kto będzie strzelał sobie w stopę i informował opinię publiczną w jaki sposób ten składnik reaguje na nasz organizm? Swoje trzeba zarobić.

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że otyłość i cukrzyca to choroby cywilizacyjne. Nie jest tak bez powodu. Ludzie obarczają winą konsumpcyjny styl życia, ale jak zwykle prawda ma dwa oblicza.

No nic Kochani,

smacznego!



Taki pyszny soczek jabłkowy zrobiłam dzisiaj moim Skarbom. :)

wtorek, 27 maja 2014

Wczoraj upiekłam, dzisiaj pozostało po nich tylko wspomnienie ;) Były z jabłkiem i dżemem wiśniowym.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33