sobota, 24 maja 2014

Bardzo rzadko dodaję dwa wpisy dziennie. W sumie te czasy już dawno minęły, gdy Martusia przyszła na świat. Sami rozumiecie ;) Jednak dzisiaj sprawa wygląda zupełnie inaczej.

O sadzaniu na nocnik kiedyś pisałam tutaj. Jeśli zdecydujecie się przeczytać tamten wpis to dowiecie się m.in. tego, że Martusię zaczęłam sadzać bardzo wcześnie, już ładnych parę miesięcy temu. Dzisiaj po moich wielu staraniach zobaczyłam pierwszy efekt! Jestem szczęśliwa! Kto by pomyślał, że takie prozaiczne rzeczy będą sprawiały mi tyle radości!

Nie będę więcej owijać w bawełnę. Marta dzisiaj powiedziała "mamo" i wskazała palcem nocnik, po czym posadziłam ją a ona zrobiła co trzeba :D Cieszę się i traktuję to jako mój mały sukces ;) Eee tam mały, wielki sukces! Mam ogromną nadzieję, że dzidzia będzie od teraz częściej komunikowała, co ma zamiar zrobić. Za kilka dni stuknie jej 14 miesięcy i myślę, że to niezły prezent i dla niej, i dla mnie. Jeśli wszystko pójdzie sprawnie, może i jakoś nauczę ją wołać siusiu. Ach te marzenia ;)



Zaczynam się martwić. Wczoraj po godzinie 15, gdy przebierałam Martusię, zauważyłam na jej nóżce 3 małe, słabo widoczne krosteczki. Byłam przekonana, że zaczyna się lekka wysypka po szczepieniu. Dzisiaj te krostki są ogromnymi bąblami, których na szczęście Martusia nie drapie. Właśnie zasnęła a ja zaczynam czytać, co to może być. Myślę, że wczoraj ukąsiła ją meszka, ale sama się dziwię, bo miała na sobie rajstopki. No, ale meszce nawet ubranie nie jest straszne. Wszystko wskazuje na to, że Marta jest uczulona na jad meszek.

Puki co, posmarowałam to miejsce kremem sos, może coś pomoże. Martwię się, bo obrzęk jest duży. Jeśli macie jakieś sprawdzone sposoby to napiszcie.

wtorek, 20 maja 2014

Wczoraj Martusia miała kolejne szczepienie. Trochę popłakała, ale ogólnie było dobrze. Nasza córeczka była bardzo dzielna. Lekarz powiedział, że może wystąpić lekka wysypka czy gorączka, ale puki co jest spokój i niech tak zostanie. 

Stresowałam się okropnie tym szczepieniem. Ja już tak mam. Chciałabym bardzo to w sobie zmienić, ale nie potrafię. Niestety.

niedziela, 18 maja 2014

Jakiś czas temu wróciliśmy z majówki a mnie rozłożyła grypa. Miałam gorączkę i dreszcze. Następnego dnia wszystko ustąpiło, ale pojawił się kaszel, który gdzieś po tygodniu odszedł w zapomnienie. Z dnia na dzień dochodziłam do siebie, ale zauważyłam coś dziwnego, Marta nie chciała już piersi. Gdzieś od tygodnia wyraźnie komunikuje mi, że nie chce, mówiąc po prostu NIE. Gdy droczę się z nią to zaczyna uciekać! Oczywiście są chwile, gdy ssie, czyli w półśnie. Jest wtedy „zamroczona”, a ja wykorzystuję ten moment, żeby ją nakarmić. Zastanawiam się czy moja choroba miała związek z tą sytuacją, ale myślę, że to zbieg okoliczności.

Na początku karmienie nie było dla mnie łatwe. Myślę, że pierwsze trzy miesiące były nie lada wyzwaniem.

Nieustanne zmienianie koszulek od nawału mleka, nabrzmiałe - bolące piersi i ciągła wymiana wkładek laktacyjnych, które czasami okazywały się zawodne. Tym czasem Marta rosła jak na drożdżach, dlatego nie powinnam narzekać, przecież to było i jest dla mnie najważniejsze.

Czasami miałam lekkie załamania. Momentami nie potrafiłam pogodzić się z nowymi funkcjami, jakie zaczął spełniać mój organizm. Czułam się niczym mućka. Mogłam spokojnie odstawiać mleko do mleczarni ;) Piersi przez całe życie stanowiły dla mnie ozdobę a tu nagle zaczęły odgrywać rolę, do której tak naprawdę zostały stworzone.

Początek był ciężki, męczący, ale z czasem zaczęłam czerpać z karmienia ogromną przyjemność. Patrzyłam na Martusię i cieszyłam się chwilą. Przez ostatnie 13 miesięcy jej życia stworzyła się pomiędzy nami więź, której nie można nazwać i opisać. Zdaję sobie sprawę, że karmienie w ogromnej mierze przyczyniło się do tego.

Marta nie chce już piersi i to jest jej pierwsza, samodzielna i poważna decyzja. Lepiej, że ona zadecydowała, bo ja bym nie potrafiła.



czwartek, 15 maja 2014

Właśnie piekę babkę drożdżową z rodzynkami i skórką pomarańczową. Pierwszy raz zrobiłam ją na święta wielkanocne i jest rewelacyjna. Gdy już będzie gotowa to dorzucę Wam jeszcze jedno zdjęcie :)

A tutaj efekt mojej ciężkiej pracy ;) Polałam białą czekoladą. Niebo w gębie :D

piątek, 09 maja 2014

Zmęczenie czasami jest, czasami go nie ma. Za to radość, miłość i szczęście w ogóle mnie nie opuszczają!

środa, 07 maja 2014

Marta każdego nazywa mamą :D

Ostatnio jechaliśmy pociągiem a ona ku mojemu zaskoczeniu wskazała palcem na mężczyznę po 60tce i powiedziała "mama". Dodam, że ten Pan w ogóle nie był urodziwy, no i posiadał wielki piwny brzuch :D Tak, fajnie co?

Ogólnie każdy jest mamą, nawet tata :D Mój mąż mówi do Marty: "Powiedz tata" a ona odpowiada: "mama", no i tak w kółko! :D

wtorek, 29 kwietnia 2014

Walczę o zdrową, zgrabną, smukłą i kobiecą sylwetkę. Będą już ponad 4 miesiące, jak ćwiczę skalpel. Od ostatniego wpisu moje ciało znowu lepiej wygląda. Na pewno jestem smuklejsza, nogi są jeszcze zgrabniejsze, ciało jędrniejsze, cellulit bardzo słabo widoczny a samopoczucie dużo lepsze, szczególnie po ćwiczeniach.

Jak już zaczęłam pisać o tym nieszczęsnym cellulicie, to już dokończę. Jeszcze w grudniu 2013 roku moje nogi były oblane tkanką tłuszczową, co oczywiście nie wyglądało dobrze. Teraz jest 100 razy lepiej, chociaż cały czas nie jestem wystarczająco zadowolona, bo walczę o to, by moje uda przestały się stykać, żeby była tzw. przerwa pomiędzy nimi. Czy walczę wystarczająco wytrwale? Hm, no niestety nie, bo czasami pozwalam sobie  na kawałek ciasta czy czekolady. Co nie oznacza, że nie odżywiam się racjonalnie. Staram się jeść w taki sam sposób, w jaki będę jadła, gdy osiągnę mój wymarzony wygląd. Powiem Wam, że nie będę chciała zrezygnować z ćwiczeń, chociażby z tego względu, że poprawiają mój nastrój.

Staram się nie przejadać, ale i to się zdarza. Kiedyś przeczytałam, że od stołu należy odejść niedojedzonym - na pół głodnym. Na pewno dużo w tym racji, bo do naszego mózgu wiadomość o tym, że mamy pełny żołądek, dociera około 20 minut po posiłku.

Pewnie jesteście ciekawe efektów? Gdy zamieszczałam pierwszy wpis na ten temat, tych centymetrów było trochę więcej. Zauważyłam, że teraz schodzą wolniej, co jest naturalne, bo im bliżej upragnionego wyglądu, tym ciężej to idzie. Wtedy pocieszam się, że po każdych ćwiczeniach poprawia się także sprężystość mojej skóry. Ach, no i pupa podniosła się pięknie. Ogólnie same plusy.

Moje stracone centymetry od 18.12.2013 roku do 18.04.2014 roku:

  • brzuch poniżej pępka -17cm,
  • biodra -8,5cm,
  • udo -5cm,
  • biceps -3,5cm,
  • waga -5,85kg.

Dodam, że od 18 grudnia do 18 kwietnia, skalpel Ewy Chodakowskiej zrobiłam 110 razy.

Jestem bardzo zadowolona. Chociaż przyznam, kiedyś myślałam, że centymetry będą spadały dużo szybciej. Dobrze jest, jak jest, ważne, że widać postępy.

 

 



wtorek, 22 kwietnia 2014
niedziela, 20 kwietnia 2014